Rainer Schuettler: Australian Open to specyficzny turniej

| Autor:

W 2003 roku w Melbourne Rainer Schuettler osiągnął najlepszy wielkoszlemowy wynik w karierze – dotarł do finału Australian Open. Po drodze pokonał takich graczy jak: Andy Roddick, David Nalbandian czy James Blake. Z byłym niemieckim tenisistą rozmawialiśmy o specyfice australijskiej imprezy, tegorocznych faworytach i szansach na sukces niżej klasyfikowanych zawodników.

Rainer Schuettler
Tennis-university.eu

– W 2003 roku w Australian Open był pan rozstawiony z numerem 31. i zrobił furorę jako „czarny koń”, docierając do finału. Często zdarza się panu wracać wspomnieniami do tamtego turnieju?

– Zawsze miło jest wracać wspomnieniami do wyjątkowych momentów i wyjątkowych zwycięstw podczas tenisowej kariery. Oczywiście, zawsze będę pamiętać tamten niesamowity czas, jaki miałem w Melbourne. Dlatego też teraz z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie tegorocznej imprezy (rozmowa została przeprowadzona przed startem turnieju).

– Czy w obecnym tenisie dotarcie do finału Australian Open zawodnika rozstawionego z tak odległym numerem, z jakim był rozstawiony pan w 2003 roku, jest możliwe?

– Wydaje mi się, że jest to tak samo możliwe, jak było wtedy. Tak naprawdę to zawsze będzie możliwe, ponieważ w tourze cały czas pojawiają się młodzi tenisiści, mający wielkie aspiracje i ambicje bycia najlepszymi. Jest wielu świetnych zawodników, którzy mogą pokusić się o niespodzianki i sensacje. Konkurencja w męskim tourze jest bardzo duża.

– Od 2003 roku, kiedy dotarł pan do finału, tylko trzech zawodników notowanych poza TOP 30 rankingu ATP potrafiło osiągnąć finał. Byli to Marat Safin, Marcos Baghdatis i Jo-Wilfried Tsonga, odpowiednio w 2004, 2006 i 2008 roku. Później finalistami byli już tylko gracze z czołówki. Czołową dziesiątkę od reszty stawki dzieli przepaść?

– Uważam, że w ostatnich latach ta przepaść, która istniała między graczami w TOP 100 znacznie się zmniejszyła. Męski tenis mocno poszedł do przodu, jest większy profesjonalizm niż miało to miejsce kiedyś. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim tenisiści wykorzystują wszystkie możliwe środki, które mają wpływ na ich rozwój, formę fizyczną i psychiczną. Korzystają z pomocy uznanych specjalistów, mają rygorystyczne diety. To wszystko ma przełożenie na możliwości ich organizmu. Gracze z TOP 10 zawsze wyróżniają się tym, że są w stanie utrzymywać równą formę przez cały sezon.

– 14 razy grał pan w Australian Open, więc zdążył dobrze poznać klimat w Melbourne. Czy w tym turnieju przygotowanie fizyczne ma większe znaczenie niż w innych wielkoszlemowych imprezach?

– W każdym wielkoszlemowym turnieju jest coś, co może przeszkadzać czy stanowić wyzwanie dla zawodników. Ja zawsze byłem dobrze przygotowany do każdego nowego sezonu. Być może właśnie dlatego często właśnie na początku roku wiodło mi się szczególnie dobrze. Australia jest bardzo specyficzna. Naprawdę trudno przewidzieć w jakich warunkach będziesz rozgrywał swój mecz. Jednego dnia może być bardzo gorąco, drugiego z kolei bardzo wietrznie. Trzeba być przygotowanym na wszystko.

– W kim upatruje pan faworytów do zwycięstwa w turnieju mężczyzn?

– Droga wiodąca do wielkoszlemowego tytułu jest bardzo długa i wszystko może się zdarzyć. Dla mnie faworytami w męskiej rywalizacji są Novak Djoković i Roger Federer. Bardzo ciekawi mnie również pierwszy tak poważny turniej od czasu kontuzji w wykonaniu Rafy Nadala. Nie będę odkrywczy jeśli powiem, że trzeba uważać na Andy’ego Murraya czy Stana Wawrinkę, który broni tytułu. Poza tym daleko w turnieju mogą zajść Milos Raonic i Grigor Dimitrow.

– Polscy kibice ostrzyli sobie zęby na pojedynek pierwszej rundy Jerzego Janowicza z Juanem Martinem Del Potro…

– To mógł być świetny pojedynek, ale niestety problemy zdrowotne ponownie pokrzyżowały plany Del Potro. Jerzy jest utalentowanym zawodnikiem. Był w TOP 20, ma duży potencjał. Zobaczymy co pokaże w meczu z kwalifikantem (Hirokim Moriyą – red.).

– Na koniec pół żartem, pół serio. W tym roku z 31. numerem jest rozstawiony Fernando Verdasco. To będzie „czarny koń” tej imprezy?

– Jak już wcześniej wspomniałem, jest wielu zawodników, którzy mogą zagrać w Melbourne dobry turniej. Fernando to wielki gracz, był w czołowej dziesiątce, ma duże doświadczenie. W tenisie wszystko jest możliwe. Właśnie dlatego jest tak interesujący.

ROZMAWIAŁ MARCIN MICHALEWSKI

Udostępnij:

Dodaj komentarz