Paula Kania: Tenis to nie skok ze spadochronem

| Autor:

Paula Kania ma za sobą kolejny sezon w tourze WTA. Tegoroczne granie tenisistka z Sosnowca zakończyła już w październiku, aby odpocząć i rozpocząć różniący się od poprzednich okres przygotowawczy. W wywiadzie z portalem Tenisplus.pl sosnowiczanka podsumowała miniony sezon i opowiedziała o emocjach towarzyszących… skokowi ze spadochronem.

Paula Kania-2015
B&O PRESS PHOTO

– Co dostarcza więcej emocji: tenis czy skok ze spadochronem?

– Ha,ha, ha, świetne pytanie! Tak naprawdę trudno powiedzieć co dostarcza więcej, ale na pewno emocje są diametralnie różne. Takie dwa światy. Nigdy wcześniej nie przeżyłam niczego podobnego do tego, co towarzyszyło mi podczas skoku ze spadochronem. To było coś innego niż emocje związane chociażby z wyjściem na kort centralny Wimbledonu czy stres maturalny. Coś niesamowitego!

– To było spełnienie marzenia z dzieciństwa?

– Można powiedzieć, że to była jedna z pozycji na mojej liście życzeń. Już myślałam o tym, żeby skoczyć ze spadochronem, ale dopiero teraz nadarzyła się okazja i cieszę się, że udało się zrealizować to małe marzenie.

– Trochę dzieliłaś się z kibicami za pośrednictwem social media tym, co robisz na wakacjach. Byłaś na Florydzie, oglądałaś mecze NHL, skakałaś ze spadochronem. Całe wakacje miałaś intensywne?

– Był też czas na całkowity odpoczynek, ale przyznam, że niewiele. Jestem tego typu osobą, która nie lubi jakoś szczególnie leżenia plackiem na plaży. Wolę inną formę relaksu, jak chociażby grę w siatkówkę na plaży czy wyjścia na mecze innych dyscyplin. Wtedy najlepiej się relaksuję i odpoczywam.

Paula Kania aktywnie spędzała wakacje (fot. Facebook)

Paula Kania aktywnie spędzała tegoroczne wakacje (fot. profil tenisistki na Facebooku).

– Czasu na odpoczynek było wystarczająco?

– Jeżeli chodzi o takie fajne wakacje, to zawsze jest mało (śmiech). W tym roku i tak zrobiłam sobie dłuższy wolny okres. Miałam dwa pełne tygodnie w czasie których nie sięgałam po rakietę. Mam nadzieję, że ten odpoczynek będzie miał na mnie pozytywny wpływ.

– Pytam o długość wakacji, ponieważ cały czas trwa dyskusja na temat skrócenia sezonu. Twoim zdaniem taki ruch byłby wskazany?

– Jeżeli chodzi o mnie, to w tym roku dosyć wcześnie zakończyłam granie. Niedawno rozmawiałam jednak z Karoliną Pliskovą, która nawet wspomniała mi, że kiedy ja kończyłam sezon ona miała jeszcze miesiąc grania. Moim ostatnim występem w sezonie był ten w Moskwie w drugiej połowie października. Pliskova granie zakończyła dopiero w połowie listopada w Fed Cup. Ja nie jestem jeszcze na takim poziomie, by martwić się Turniejem Mistrzyń. Mam pole manewru w kwestii dostosowania kalendarza.

– Jak oceniasz ten miniony sezon w swoim wykonaniu?

– Patrząc już tak z perspektywy czasu tak samo jestem zadowolona, jak i niezadowolona. Tak naprawdę zakończyłam sezon na takim samym miejscu, jak przed rokiem. A wiadomo, że brak kroku do przodu dla sportowca nie jest niczym przyjemnym. Sezon potoczył się tak, a nie inaczej. Nie był aż tak zły, ale wiadomo, że chciałabym zrobić kolejny krok do przodu.

– Poza awansem do drugiej rundy singla Rolanda Garrosa było coś z czego byłaś szczególnie zadowolona?

– Z racji tego, że był to mój najlepszy występ w rywalizacji wielkoszlemowej, to zdecydowanie Roland Garros dał mi najwięcej radości. Za duży pozytyw uznaję też mój pierwszy w karierze ćwierćfinał w turnieju WTA w singlu (w Quebec City – red.). Szkoda, że w deblu nie udało się zdobyć tytułu w imprezach WTA. Z Marią (Irigoyen – red.) miałyśmy dwa finały – w Quebec City i Florianopolis, ale oba przegrałyśmy.

– Jeśli doszukiwać się pozytywów, to od kilku lat kończysz sezon na coraz wyższym miejscu. Poza tym masz już na koncie występy w turniejach głównych na Wimbledonie i Roland Garros. Powoli, ale wszystko idzie do przodu…

– Nie ukrywam, że chciałabym sobie i ludziom dookoła może nie udowodnić, bo to złe słowo, ale pokazać, że jestem w stanie grać na tym wysokim poziomie i skutecznie rywalizować w turniejach głównych. Już trochę razy przebiłam się do imprez głównych przez kwalifikacje, więc na pewno mnie na to stać. Nie mogę się doczekać aż mój ranking będzie na tyle wysoki, że będzie gwarantował mi drabinkę głównych turniejów.

– Aby tak właśnie było masz przygotowany jakiś specjalny plan okresu przygotowawczego? Jak bardzo różni się on od tych z poprzednich lat?

– Okres przygotowawczy będzie mocno się różnił. Taką decyzję podjęliśmy wspólnie z trenerem Jackiem Światem. Już samo to, że zakończyłam wcześniej sezon i miałam nieco dłuższe wakacje było związane z przygotowaniami do nowych rozgrywek. Mieliśmy obóz kondycyjny w Wiśle, a kolejny etap to wylot do Stanów Zjednoczonych, gdzie będę się przygotowywała. Dla mnie więc będzie to nowość, bo dotychczas trenowałam głównie w Europie. Mam nadzieję, że takie rozwiązanie okaże się dobrym ruchem, ale to okaże się w przyszłym roku.

ROZMAWIAŁ MARCIN MICHALEWSKI

Udostępnij:

Dodaj komentarz