Mateusz Kowalczyk: Chciałem grać w singla, ale nie miałem wyjścia

| Autor:

Mateusz Kowalczyk, który w grze podwójnej w Stuttgarcie wywalczył pierwszy tytuł rangi ATP nie ukrywa, że na debla postawił z konieczności. – Bardzo dużo zależało od finansów, a w przypadku singla był to dla mnie za duży wydatek – mówi w wywiadzie dla „Tenis+”. Opowiada on również m.in. o swoim ekspresyjnym zachowaniu i częstych zmianach deblowych partnerów…

Mateusz Kowalczyk 003
Archiwum tenisisty / CC BY-SA 2.0

– Jak smakuje premierowe zwycięstwo w turnieju rangi ATP?

– Jak smakuje…? Na pewno dobrze (śmiech). To niesamowite przeżycie, ale zdążyłem już ochłonąć i jestem gotowy do walki w kolejnym turnieju…

– Startuje pan w challengerze w Poznaniu. Trudno tak z dnia na dzień przechodzi się z rywalizacji w imprezie rangi ATP szczebel niżej?

– Mi to nie robi wielkiej różnicy. Do każdego meczu podchodzę tak samo, jestem skoncentrowany, zmotywowany i chcę zwyciężyć. Teraz, dzięki temu zwycięstwu w Stuttgarcie na pewno jestem bardziej pewny siebie. To sprawia, że na mniejszych turniejach będę miał świadomość tego, że powinienem wygrać.

– Ma pan 27, jest już dojrzałym zawodnikiem. Dosyć długo przyszło panu czekać na ten pierwszy tytuł rangi ATP. Wcześniej występował już pan w finałach takich imprez, ale jednak brakowało tej kropki nad „i”…

– Zgadzam się z tym, że zawsze czegoś brakowało. Teraz mam spokój –zarówno na korcie, jak i poza nim – którego wcześniej zdecydowanie mi brakowało. Poza tym mam wokół siebie odpowiednich ludzi, którzy dbają o to, żeby moja kariera szła w odpowiednią stronę. Powróciłem do współpracy ze swoim wcześniejszym trenerem Łukaszem Kubuszkiem, z którym odnosiłem najlepsze wyniki, czyli pierwszy finał rangi ATP i awans do pierwszej setki w rankingu deblowym. Teraz wygrałem turniej w Stuttgarcie w wieku 27 lat. Czy jestem stary? Hmm…

– …stary nie, ale na pewno dojrzały tenisowo.

– Jeśli dojrzały, to faktycznie tak. Patrząc jednak na to w jakim wieku w deblu tenisiści odnoszą największe sukcesy, to zdecydowanie uważam się za młodego! Na pewno jeszcze wiele przede mną.

– Wróćmy do Stuttgartu. Ta impreza wyjątkowo panu pasuje? W tamtym roku finał, w tym zwycięstwo. Chyba teraz już zawsze będzie patrzył pan na tę imprezę wyjątkowo…

– Lubię ten turniej. Praktycznie wszystko mi tam odpowiada, na czele z kortami. Ich specyfika pasuje do mojej gry, a ja lubię grać z tyłu, z głębi. Poza tym w tym roku dobrze trafiłem z formą. Okres przed turniejem dobrze przepracowałem z trenerami i to też miało przełożenie na końcowy wynik.

– Osiągane przez pana wyniki bezpośrednio przed Wimbledonem nie wskazywały na to, że w Stuttgarcie pójdzie panu aż tak dobrze. Dla pana również to było zaskoczenie?

– Wyniki mogą być trochę mylące, ponieważ akurat moja gra już wtedy wyglądała naprawdę dobrze. Wydaje mi się, że chodziło przede wszystkim o zgranie z moim deblowym partnerem, Artemem Sitakiem. Tuż przed Stuttgartem dużo rozmawialiśmy, analizowaliśmy i całkowicie zmieniliśmy naszą taktykę.

– Jest pan znany z ekspresyjnego zachowania na korcie. Natknąłem się nawet na porównania pana do Jerzego Janowicza. Po zwycięskim finale była znowu rozerwana koszulka?

– Tak się po prostu zachowuję. Jestem osobą, która uzewnętrznia swoje emocje, ale chyba właśnie to w jakiś sposób mi pomaga. Dlatego nie staram się tego hamować i nie hamuję. Jeśli chodzi o rozerwanie koszulki, to… nie, tym razem jej nie rozerwałem (śmiech). Po prostu zdjąłem ją po meczu, nawet o tym nie myślałem. Później tylko wyszedłem jeszcze na kort podziękować publiczności.

– Z Artemem Sitakiem występujecie od czerwca. To będzie dłuższa współpraca?

– Zdecydowanie tak. Aktualnie Artem musiał wylecieć do Stanów Zjednoczonych, gdzie już wcześniej miał zaplanowane turnieje wraz ze swoim partnerem z reprezentacji Pucharu Davisa. Za miesiąc jednak wraca i będziemy kontynuowali wspólne starty. Liczę na to, że będziemy grali równie dobrze, a może nawet lepiej niż ostatnio.

– W tym roku bardzo często zmieniał pan partnerów deblowych. Wynikało to z chęci znalezienia kogoś, z kim będzie się pan dobrze rozumiał?

– Chciałem znaleźć odpowiednią osobę, z którą będę się dobrze rozumiał na korcie, z którą będę się dogadywał. To w deblu jest niezwykle ważne. Akurat trafiłem na Artema, tenisistę bardzo walecznego i ambitnego. Dokładnie kogoś takiego szukałem.

– Kilka lat temu dokonał pan ważnego wyboru w karierze, stawiając jednoznacznie na grę podwójną. Z perspektywy czasu może pan powiedzieć, że była to słuszna decyzja?

– Nie ukrywam, że chciałem grać w singla, ale nie miałem innego wyjścia. Bardzo dużo zależało od finansów, a w przypadku gry pojedynczej był to dla mnie zbyt duży wydatek. Ranking nie pozwalał mi na grę chociażby w challengerach, a taką możliwość miałem właśnie w grze podwójnej. To był główny powód tej decyzji.

– Skoro o finansach mowa, to z gry deblowej jest pan w stanie spokojnie się utrzymać i patrzeć w przyszłość?

– Żeby mieć pełen komfort i móc spokojnie patrzeć w przyszłość, musiałbym znajdować się w okolicach 50. miejsca w rankingu. W chwili obecnej muszę sobie jakoś radzić, trochę kombinować, ale akurat mam takie szczęście, że spotykam właściwe osoby na swojej drodze, które mi bardzo pomagają. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim im podziękować.

ROZMAWIAŁ MARCIN MICHALEWSKI

Mateusz Kowalczyk jest zawodnikiem klubu Górnik Bytom. – Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować prezesowi Górnika Bytom, panu Stanisławowi Churasowi. To między innymi dzięki niemu mogę spełniać swoje tenisowe marzenia. Górnik Bytom ma ogromny wpływ na przebieg mojej kariery – dodał Mateusz Kowalczyk.

Udostępnij:

Dodaj komentarz