Eugenie Bouchard dotrzymała słowa!

| Autor:

Niespełna dwa tygodnie temu 22-letniej tenisistce z Montrealu jeden z fanów rzucił na Twitterze wyzwanie. W przypadku zwycięstwa studenta miała się ona zgodzić na wspólną randkę. Triumf faworyzowanej przez niego drużyny stał się faktem i tym samym Bouchard została publicznie pokonana. Wielu jej sympatykom bardzo spodobała się sama inicjatywa, ale mało kto przewidywał, że do tego spotkania dojdzie – a jednak!

Eugenie Bouchard US Open
Edwin Martinez/Flickr.com/ licencja (CC BY 2.0)

­­Podczas meczu finałowego Super Bowl, Eugenie Bouchard w nie kryła w internecie swoich rokowań, że zespół Atlanta Falcons ma na tyle wysoką przewagę, że już nie odda zwycięstwa swoim rywalom – drużynie New England Patriots. W odpowiedzi na jej tweeta student z Cleveland o imieniu John bardzo sprytnie sprowokował Kanadyjkę. Odparł, że się myli i zaproponował jej mały konkurs. Stawką zakładu miała być wspólna randka. 20-latek stawiał na New England Patriots. Wierzył że zdołają odrobić stratę i wygrają mecz, natomiast tenisistka była przeciwnego zdania i pewna swego przystała na te ustalenia. Pomyliła się, jej zespół po dogrywce poniósł sensacyjną porażkę, a jej fani tuż zaraz po spotkaniu domagali się, by spełniła warunek niepisanej umowy i poszła na randkę. Jak się później okazało, rzeczywiście to zrobiła.

Dzisiejszej nocy marzenie chłopaka spełniło się. Najpierw udał się z uroczą tenisistką na kolację do jednej z nowojorskich restauracji, by później pojechać na mecz ligi NBA. Konfrontację Brooklyn Nets z New Orleans Pelicans śledzili z pierwszego rzędu, tuż przy parkiecie. Co prawda gospodarze przegrali to spotkanie, ale nie to było najważniejsze. Niektórzy oceniają tę historię za wyreżyserowaną przez sztab tenisistki akcję „piarową”, jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Spotkanie zostało zainicjowane bardzo spontanicznie. Podsumowując, obie strony finalnie będą miło wspominały wspólnie spędzony czas, szczególnie John. Sam zainteresowany skomentował. – To była moja najlepsza randka w życiu. Wierzymy mu na słowo.

Źródło: własne/twitter.com

Udostępnij:

Dodaj komentarz