Alicja Rosolska: Reprezentacja osłodą minionego sezonu

| Autor:

Alicja Rosolska w znacznym stopniu przyczyniła się do tego, że w lutym Polska zagra w Grupie Światowej Fed Cup. – Pod względem indywidualnym spodziewałam się po tym sezonie więcej, ale patrząc przez pryzmat reprezentacji, to był niesamowity rok – mówi w wywiadzie dla Tenisplus.pl Rosolska.

– Jak w tym roku przebiegały pani wakacje po zakończonym sezonie? Wolnego czasu było wystarczająco, aby się w pełni zregenerować i wypocząć?

– Tak naprawdę urlop nigdy nie jest wystarczająco długi. Kiedy kontaktuję się z innymi zawodniczkami w czasie przygotowań do nowego sezonu zawsze mówimy, że ten wolny czas minął zbyt szybko. Jeszcze niedawno grałyśmy ostatnie turnieje, a już trzeba przygotowywać się do nowego sezonu. Urlop mimo że krótki pozwolił mi się zregenerować. Tym razem spędzałam czas w Anglii, a później w Warszawie, wraz z rodziną.

– Jaki był dla pani miniony sezon? Osiągnięte wyniki są satysfakcjonujące czy spodziewała się pani czegoś więcej?

– Patrząc na ten sezon indywidualnie, to oczywiście spodziewałam się więcej. Zresztą, wystarczy spojrzeć na mój aktualny ranking (61. miejsce – przyp. red.), który jest najgorszy od kilku sezonów. Przez dłuższy czas utrzymywałam się w TOP 50, a w tym roku znalazłam się poza. Więcej spodziewałam się po sobie szczególnie w imprezach wielkoszlemowych… Jeśli jednak spojrzę na ten rok przez pryzmat reprezentacji Polski, to był on niesamowity. Awans do Grupy Światowej jest wspaniałym osiągnięciem. Myślę, że właśnie dzięki grze w reprezentacji i osiąganym przez nas wynikom ten sezon mogę uznać za pozytywny.

– Z czego wynikała słabsza postawa w rywalizacji w tourze? Duży wpływ miał na to fakt, że w pierwszej części sezonu dosyć często zmieniała pani partnerki deblowe?

– Wraz z Gabrielą Dabrowski planowałyśmy wspólne starty od marca, ale do turniejów w Indian Wells i Miami byśmy się nie dostały. Z konieczności musiałyśmy szukać nowych partnerek. Ostatecznie regularne wspólne starty zaczęłyśmy dopiero w połowie roku. Z racji jej niskiego rankingu musiałyśmy startować w imprezach niższej rangi, czasu na odpoczynek było mało i chyba właśnie to trochę odbiło się na moim zdrowiu. Teraz wiem, że muszę lepiej układać swój kalendarz startów, ponieważ często brakowało czasu na odpoczynek. Tym bardziej, że kiedy przed US Open zrobiłam sobie dłuższą przerwę, to zaowocowało to najlepszym wielkoszlemowym wynikiem w tym sezonie (trzecia runda – red.).

– Właśnie z Gabrielą Dabrowski planuje pani rozpocząć starty w przyszłym roku?

– Nie mamy zbyt wysokich rankingów, ale liczymy, że uda nam się wspólnie wystartować w Brisbane. Poza tym chcemy wystartować razem w Australian Open. W Melbourne „Gabi” będzie grała też eliminacje singla, a ja w tym czasie będę chciała jeszcze zagrać z kimś innym.

– Skoro planujecie kolejne wspólne starty, to znaczy, że współpraca układa się dobrze…

– Mnie i „Gabi” dzieli spora różnica wiekowa, ale patrząc chociażby na debel Sara Errani/Roberta Vinci, gdzie ta różnica również jest znaczna, to być może jest to jakiś klucz? Najważniejsze, że dobrze się dogadujemy – czasami po polsku, czasami po angielsku – ale jest wesoło, mamy wspólne cele i jesteśmy dobrej myśli.

– Wróćmy jeszcze do poprzedniego sezonu. Czy jest jeden moment, mecz, turniej, który utkwił pani na dłużej w pamięci?

– Takim momentem, który wspominam i będę do niego wracała pewnie jeszcze wiele lat był ten, kiedy grałyśmy z Agnieszką Radwańską mecz deblowy Fed Cup przeciwko Hiszpankom. Tamto zwycięstwo dało nam awans do Grupy Światowej. Był to szczególny moment. Mam świadomość, że obie zagrałyśmy wtedy bardzo dobrze i dzięki temu mogłyśmy świętować sukces.

– Mimo że do spotkania Grupy Światowej z Rosją jest jeszcze sporo czasu (mecz zaplanowano na 7-8 lutego), to media już sporo mówią o tym wydarzeniu. Pani też już coraz częściej myśli o tym spotkaniu?

– Kiedy świętowałyśmy awans do Grupy Światowej sporo myślałyśmy, zastanawiałyśmy się z kim przyjdzie nam rywalizować, jak to wszystko będzie wyglądało… W wakacje w ogóle nie myślałam o tenisie, a więc o Fed Cup również nie. Niedawno dostałam zaproszenie na konferencję prasową przed spotkaniem z Rosją i wtedy już pomyślałam: „oho, zaczęło się” (śmiech). Podczas przygotowań do nowego sezonu myśli się o tym, że trzeba być przygotowanym nie tylko na indywidualne starty, ale również na trudny mecz w reprezentacji w Grupie Światowej.

– Skoro o przygotowaniach do nowego sezonu mowa, to jak one wyglądają?

– Przygotowania rozpoczęłam na Florydzie. Tam trenowałam między innymi z Kvetą Peschke, Anną-Leną Gronefeld, Gabrielą Dabrowski i trenerem Torstenem Peschke. Spędziłam tam trzy tygodnie i był to pierwszy etap moich przygotowań. Teraz wróciłam do Warszawy i lada moment wylatuję do Melbourne, gdzie będę trenowała przez dwa tygodnie.

– Czyli święta poza Polską. Będzie pani brakowało polskiego, bożonarodzeniowego klimatu?

– Na pewno będę tęsknić za świętami w Polsce, ponieważ jest to szczególny czas, który najlepiej spędzać z najbliższymi. Zawsze kiedy nie ma mnie w tym czasie w domu i dostaję wiadomości z życzeniami od rodziny, to żałuję, że mnie tam nie ma. Taki jest jednak zawodowy sport. Kocham tenis, a trochę na pocieszenie pozostanie mi cieszenie się promieniami słońca w Australii (śmiech).

– Święta poza domem to już dla pani norma?

– Akurat w tym roku wiele zawodniczek było zadowolonych, ponieważ został zmieniony kalendarz imprez i pierwszy turniej rozpocznie się tydzień później niż w poprzednich latach. W moim przypadku wyszło tak, że trener zaproponował i partnerka deblowa się zgodziła na takie małe zgrupowanie w Australii i wspólnie uznaliśmy, że będzie to najlepsze rozwiązanie. Święta będą więc – tak jak w poprzednich latach – poza domem. Wtedy jednak było to spowodowane tym, że sezon ruszał wcześniej.

ROZMAWIAŁ MARCIN MICHALEWSKI

Udostępnij:

Dodaj komentarz